* Z perspektywy Novlene *
- Ej Shericka! Słyszałaś, że jutro będzie dwóch nowych nauczycieli? Może nareszcie jacyś przystojniacy. - siadam na krześle i zaczynam jeść jogurt.
- Jasne, jasne. Po pierwsze masz chłopaka, a po drugie dobrze wiesz, że romanse nauczycieli i uczniów są zabronione. - czochra mi włosy i przysiada obok.
Wzdycham z irytacją i układam powoli grzywkę.
- Co ty taka przepisowa się zrobiłaś? - patrzę na nią. - Dobrze wiem, że cię kręcą starsi.
- Zamknij się. - burczy w odpowiedzi.
- Idź się lepiej na jutro stroić. - wstaję i wyrzucam puste opakowanie po jogurcie, łyżeczka ląduje w zlewie.
- Jak jesteś taka mądra, to mi pomóż coś znaleźć. - delikatnie się uśmiecha.
Po chwili jednak obydwie się śmiejemy.
- Chodź już spać, chyba nie chcesz mieć worów pod oczami jutro, nie? - ziewam i z przerażeniem stwierdzam, że wybiła pierwsza.
W garderobie panuje straszliwy bałagan. Sher po długim przekopywaniu się przez tonę ubrań wybiera delikatną, cytrynową sukienkę i brązowe sandałki, a ja odkładam na krzesło fioletową bokserkę z Ramones, ciemne szorty, podarte, czarne rajstopy i czarne Converse.
- Gotowa na jutro? - szturcham przyjaciółkę w ramie.
- A jak to będą obleśne staruchy? - marszczy czoło.
- Trudno. - szepczę i zaczynam się przedzierać przez górę ubrań, aby dostać się do drzwi.
Wychodzę bez słowa i idę do swojej sypialni. Biorę szybki prysznic, wcieram w ciało miętowy balsam i naciągam piżamę. Nastawiam budzik, mimo tego iż wiem, że go wyłączę, a Shericka mi uratuje życie budząc w ostatniej chwili.
Tak jak przewidziałam, otwieram oczy gdy Shericka ubrana we wcześniej przygotowany strój, szturcha mnie w ramię.
- Novlene wstawaj! - krzyczy mi do ucha. - Za dwadzieścia minut zaczną się lekcje. Masz szczęście, że mamy pięć minut drogi do szkoły. - śmieje się i wychodzi z pokoju.
Zwlekam się z łózka i wędruję po przygotowane w nocy rzeczy. Chwytam je i wędruję do łazienki. Powoli się ubieram. Słyszę łomotanie do drzwi.
- Nov!!! To nie jest zabawne!!! Za dziesięć minut musimy wyjść!!! - drze się moja przyjaciółka.
Czasami mam jej dość, ale i tak ją kocham. Schodzę na dół ubrana, uczesana i umalowana po pięciu minutach. Wpycham w siebie bułkę z dżemem i obserwuję jak Sher biega po domu ciągle coś poprawiając.
- Wychodzimy. - oznajmia po chwili.
Przełykam ostatni kęs bułki, kiwam głową i zarzucam na ramię torbę.
Wdychamy spaliny z samochodów idąc ulicami Londynu. Kręcę głową gdy zza zakrętu wyłania się budynek szkoły. Shericka uśmiecha się i wiem, że marzy o nowych nauczycielach. Szczerze mówiąc też jestem ciekawa jacy będą... Ale zaraz ja mam chłopaka! Wybijam sobie profesorków z głowy i wypatruję mojego ukochanego. Nie sądziłam, że ujrzę go w takim momencie...
+ No i jest pierwszy rozdział :D. Mam nadzieję, że się spodoba. Nie pytajcie kiedy dodam kolejny, ale sądzę, że jutro, bo mam mało lekcji ( niestety tylko jutro mogę się tym cieszyć ). Liczę na komentarze :).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz